<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Bierz rkawice> 
<author_1=Marian Promiski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=4>
<date=1951-04-15>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Redaktor Matyjasik przejrza go szybko. Kiedy po dwch tygodniach zapyta o materiay do zamierzonego artykuu, wiedzia z gry, co usyszy. Wojnarowski da mu odpowied niejasn: mianowicie, e zbiera, e nie ma jeszcze w caoci, e musi przetrawi. Wszystko to byy wykrty. Zaznajomi si bliej z kilku zawodnikami, pozna z grubsza problematyk piciarstwa, potrafiby sporo powiedzie i napisa za i przeciw temu sportowi, gdy chodzi o jego zdrowotno, ale w bilans nie byby po myli redaktora, bo Wojnarowski si przej.
 Jak na dziennikarza dziaa pan nazbyt powoli  powiedzia Matyjasik ironicznie.  Tak?? Chc by dokadny. Redaktor nie zwrci uwagi na jego odpowied. Szed dalej po wytknitej linii.  Niech pan si zdecyduje, czy chce pan zosta inynierem, dziennikarzem, czy bokserem?  Nie rozumiem.  Mj drogi, ja wiem wszystko, co pan wyprawia. Wiem, e po pierwszych dniach treningu siada pan na brzeku krzesa, bo bolay pana poladki,  to jeszcze zrozumiae i w porzdku,  e zamcza pan wszystkich dokoa anegdotami o tym boksie. e starego Kalasa, ktrego jedynym sportem byo kupno roweru po pierwszej wojnie wiatowej, waln pan tak pici w ebro, e przez minut nie mg zapa oddechu. I e wczoraj mierzy pan w ksztatny biust naszej sekretarki, co byoby wyczynem tylko na poy sportowym. Wszystko to s smarkaczowskie kaway.
Wojnarowski widzc, e go Matyjasik rozszyfrowa, umiechn si szeroko.  Chciabym, aby pan redaktor przyszed na nasz trening.
Matyjasik wznis swoje wskie oczka na wysoko czoa Wojnarowskiego i duej zatrzyma si nad lew brwi.
 Widz rowy plaster. Bardzo si ciesz. Teraz przyjdzie kolej na nos.  To gupstwo  Wodzio musn si po czole i powtrzy:  Chciabym, aby pan redaktor przyszed na trening.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>